Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Stan przedkorwinowy

Nie, prezes Kaczyński nie uważa wszystkich swoich przeciwników za współpracowników Gestapo. Tak, wypowiedź prezesa była porównaniem, bardzo dobrym nawiasem mówiąc, które miało na celu wytłumaczyć średnio rozgarniętemu dziennikarzowi TVN 24, że, ponieważ istnieje dobro i zło, istnieją także ludzie dobrzy i źli, a ci dobrzy są na ogół lepszego sortu. Nie, dziennikarz TVN 24 nie okazał się ponadprzeciętnie bystry, bo na słowa prezesa o współpracownikach Gestapo odpowiedział, że chodzi o Polaków, czym obnażył swoje intelektualne zagubienie, które nie pozwoliło mu wyłapać, że prezes nie mówi o funkcjonariuszach Gestapo, tylko o Polakach, którzy Gestapo donosili.

Tak, Korwin postawił hipotezę historycznie umotywowaną i poznawczo inspirującą, że Hitler mógł nie wiedzieć o Holocauście. Nie, Korwin nie gardzi niepełnosprawnymi dziećmi, chciał tylko zaznaczyć, z właściwą sobie publicystyczną swadą, że ich sportowe zmagania nie wypełniają według niego definicji sportu. Nie, Korwin wcale nie chciałby, żeby jego córka została zgwałcona przez pedofila, chciał jedynie zarysować rozmiar duchowego spustoszenia, jakiego dokonuje w młodym człowieku agresywna edukacja seksualna.

Tak, media kłamią.

Dziennikarz TVN 24 nie przykleił się do Jarosława Kaczyńskiego po to, żeby wydobyć z niego prawdę o rzeczywistości, ale po to, żeby go sprowokować do wypowiedzi, która będzie kolejnym aktem polityczno-medialnej histerii. Histerii całkowicie durnej, intelektualnie obraźliwej dla każdego, kto potrafi wysłuchać dwóch następujących po sobie zdań pojedynczych, nie tracąc koncentracji pomiędzy końcówką pierwszego i początkiem drugiego. Histerii nakręcanej cynicznie i bez żadnego wstydu, tylko po to, żeby nienawiścią do Kaczyńskiego karmić głodne poczucia własnej wartości lemingi. Tylko co z tego, skoro, na razie przynajmniej, PiS nie ma żadnych możliwości, żeby zrównoważyć rozjeżdżający tę partię dzień po dniu przekaz telewizyjny?

Już chyba wszyscy liczący się na prawicy liderzy opinii zauważyli, że w PiS-ie padł, skądinąd wzorowo kontrolowany w kampanii, przekaz medialny. Padł bez żadnej zapowiedzi, tak sobie po prostu, z wdziękiem internetowego alter ego Aleksandra Kwaśniewskiego, kończącego piąteczkowe biesiadowanie na nierównej walce z grawitacją.

Wytłumaczyć tej PR-owej katastrofy nie da się inaczej niż tak, że towarzystwo w partii uznało, że skoro wszystko wygrali w cuglach, to teraz już nic nie muszą. Miesiąc rządzenia wystarczył, żeby rzeczywistość przypomniała tym, którym to gdzieś w natłoku obowiązków elity władzy umknęło, jak bardzo polityka nie lubi osiadania na laurach.

Miesiąc rządzenia wystarczył, żeby w wymiarze komunikacyjnym PiS osiągnął stan, który pozwolę sobie określić jako "przedkorwinowy". Do pełnego stanu korwinowego, czyli skrajnie wywrotowych wypowiedzi, mielonych przez media w sposób trwale zmniejszający poparcie, jeszcze PiS-owi daleko, ale pewne analogie już można zauważyć.

Wypowiedź prezesa Kaczyńskiego o Gestapo była właśnie takim typowo korwinowym zagraniem. Oczywiście, że była ona słuszna, oczywiście, że o co innego w niej chodziło, niż media mówią, że chodziło, oczywiście, że media z pełną premedytacją będą nią manipulować i ogłupiać odbiorców jeszcze miesiącami. I, oczywiście, że oczywiście, że wypowiedź ta miała bardzo kiepski, jak to mawiają Anglicy, timing.

Moim zdaniem z dwóch powodów niedobrze się stało, że akurat teraz prezes wypalił z tym porównaniem. Po pierwsze dlatego, że po fali kilkudniowego tożsamościowego wzburzenia warto byłoby już raczej uspokajać nastroje. Demonstracja KOD-u i opozycji była sukcesem, PIS musiał odpowiedzieć i odpowiedział jak należy, demonstracją ponaddwukrotnie liczniejszą. Emocje się spiętrzyły, osiągnęły apogeum, znalazły ujście i raczej dobrze byłoby już je wystudzić, bo o ile twarde elektoraty czują się w stanie permanentnego politycznego napięcia doskonale, o tyle ci bardziej umiarkowani sympatycy PiS, którzy generalnie popierają rząd i prezydenta, a dzięki którym PiS rządzi, mogą tej nieustającej łomotaniny po prostu nie wytrzymać. Jasne, że za tę łomotaninę odpowiadają głównie rozedrgane media i anarchizująco-cyrkowa opozycja, tym bardziej jednak nie powinien im akurat Jarosław Kaczyński wystawiać piłki do pustej bramki.

Drugi powód kiepskiego timingu awantury o Gestapo jest taki, że akurat wczoraj bardzo dobre wystąpienie (wzmocnione później orędziem) miała premier Beata Szydło. Przypomniała wyborcom, że to ona jest premierem rządu i wzięła na siebie odpowiedzialność za kierowanie całością polskich spraw, co jest dla przekazu opozycyjnego niewygodne, bo Beata Szydło jest dużo mniej wdzięcznym obiektem ataku niż Jarosław Kaczyński. Nie ma tak negatywnego wizerunku, nie budzi tak skrajnych emocji, daje twarz konkretnym rozwiązaniom, nad którymi media musiałby się pochylić, jeśli... nie miałyby akurat okazji do wałkowania tematu Gestapo.

Stan przedkorwinowy jest groźny, bo może się niepostrzeżenie rozwinąć do stanu korwinowego, którego głównym objawem jest chroniczna niezdolność przekonania do swoich racji przy każdorazowym tych racji posiadaniu. W polityce to niezwykle kosztowana przypadłość, której lepiej zapobiegać jak najszybciej. Już po pierwszych, niewinnych symptomach.

Zapraszam na FB
https://www.facebook.com/t.laskus
Zapraszam do śledzenia na TT
https://twitter.com/tomeklaskus

Data:
Kategoria: Polska

Tomek Laskus

Tomek Laskus - https://www.mpolska24.pl/blog/tomek-laskus

Student UW
Twitter: https://twitter.com/tomeklaskus
Facebook: https://www.facebook.com/t.laskus

Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.